ADAM WRÓBLEWSKI

 

 

PROFESORSKA PRZEZORNOŚĆ

 

Kraków, jako pierwsze polskie miasto – przezornie i na wszelki wypadek – zabezpieczyło się na okoliczność próby uczynienia go ponownie stolicą (koszt ubezpieczenia wyniósł 35 zł 51 groszy i 31 szylingów). Nic więc dziwnego, że z takim miastem związał swoje życie Pan Profesor słynący z roztropności i niezwykłej przezorności …

 

Był pamiętny rok 1981. Wprawdzie stan wojenny jeszcze nie nadszedł, ale czasy i bez tego były wyjątkowo ponure. Właśnie napisałem pracę magisterską pod kierunkiem Pana Profesora i jej główne wyniki miały być zaprezentowane na XXIII Polskiej Konferencji Mechaniki Ciał Odkształcalnych. Konferencja odbywała się w Mrągowie, położonym, wyjątkowo malowniczo, pośród mazurskich lasów i jezior. Nic zatem dziwnego, że na konferencję – mimo trudnych czasów i kłopotów w podróżowaniu – wybierało się sporo osób, nie tylko z Wydziału Mechanicznego, ale też Wydziału Budownictwa Lądowego. Wspólnie uradzono, żeby w celu obniżenia kosztów trasę Kraków- Mrągowo przebyć autobusem Politechniki. Uczelnia zaoferowała nam „luksusowego wschodnioniemieckiego Mercedesa” czyli pojazd marki Robur.

Sprawnie zapakowaliśmy się do autokaru i około 10.00 ochoczo wyruszyliśmy w trasę. W okolicach Kielc kierowca zatrzymał pojazd, ponieważ „coś mu stukało” w silniku. Do precyzyjnych oględzin konieczna okazała się latarka. Pan Profesor, który zajmował miejsce tuż za kierowcą, rzucił w głąb autobusu pytanie:„czy ktoś z Państwa ma pod ręką latarkę”? Odpowiedziała mu głucha cisza. Wówczas Profesor westchnął znacząco, sięgnął na półkę po swoją podręczną walizkę i wyciągnął potrzebną latarkę. Po krótkim przeglądzie technicznym odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ kierowca nie znalazł żadnej usterki. Ruszyliśmy w dalszą drogę.

W okolicach Radomia musieliśmy zatrzymać się po raz drugi. Tym razem, przy pomocy posiadanej już latarki, kierowca zlokalizował pod maską usterkę, ale do jej usunięcia koniecznie potrzebował noża. Podobnie jak poprzednio, Profesor zadał pytanie: „czy ktoś z Państwa ma pod ręką nóż”? Oczywiście odpowiedziała mu głucha cisza. Profesor, tak jak poprzednio, westchnął i bez słowa wyciągnął ze swojej walizy potrzebny scyzoryk.

Tym razem naprawa trwała trochę dłużej, ale w końcu ruszyliśmy w dalszą drogę. Wówczas, Profesor z kamienną twarzą skomentował; „prosta ekstrapolacja wskazuje, ze następna awaria winna być w Warszawie”. Jak rzekł, tak też się stało. W Jankach pod Warszawą samochód stanął na dobre. Tym razem kierowca stwierdził, że padła cewka wysokiego napięcia. Wszyscy z nadzieją i niemym, błagalnym pytaniem w oczach, zwrócili głowy w stronę Profesora. Niestety, tym razem okazało się, że Pan Profesor cewki wysokiego napięcia w swojej walizce nie miał.

 

 

Adam Wróblewski

Kraków, 2010