ANDRZEJ PIOTR ZIELIŃSKI

 

 

Moje spotkania z profesorem Michałem Życzkowskim

 

 

     W r. 1975 byłem asystentem w Zakładzie Podstaw Konstrukcji Maszyn Instytutu Mechaniki i PKM, którego dyrektorem był profesor Michał Życzkowski. Rozwiązywałem problemy aplikacji szeregów trygonometrycznych do zagadnień powłok cylindrycznych, w nawiązaniu do konstrukcji bębna płuczki do płukania urobku wapiennego. Profesor Wiesław Krzyś, kierownik Zakładu, zaproponował, bym rozszerzył tę tematykę do pracy doktorskiej i poprosił profesora Życzkowskiego o opiekę naukową. Tak rozpoczęły się moje regularne kontakty z Profesorem.

     Po około roku konsultacji skrystalizowała się tematyka pracy: „Zastosowanie szeregów trygonometrycznych do zagadnień konstrukcji powierzchniowych o dowolnym kształcie konturu”. Warunki brzegowe badanych struktur wymuszane były siłami i momentami przyłożonymi na brzegu obiektu, co wymagało głębokiego rozpoznania teorii krzywoliniowych dystrybucji. Zwracam uwagę na tę dziedzinę, ponieważ była ona odległa od zasadniczych obszarów zainteresowań profesora Życzkowskiego. Bardzo szybko jednak Profesor wprowadził się w tę tematykę, udzielał mi wielu merytorycznych uwag i sugerował liczne pozycje literatury. Fakt, że znał on dobrze już wówczas techniki obliczeń numerycznych, a w szczególności zasady badań zbieżności rozwiązań, był dla mnie bardzo pomocny.  

     W r. 1977 pojechaliśmy na międzynarodową konferencję do Warny. Tutaj zaprocentowały wysiłki Profesora by zespół znał język angielski. Referaty naszej grupy wygłaszane były wyłącznie w tym języku, co nawiasem mówiąc wzbudziło protesty (!) profesorów rosyjskich, którzy oczekiwali prezentacji po rosyjsku.

     Nasz referat otworzył Profesor, a ja kontynuowałem prezentując wyniki obliczeń komputerowych. Zaskoczyło mnie, że Profesor mówił jedynie o utwierdzonym brzegu płyty. Nad zagadnieniem brzegu swobodnie podpartego dość sporo już pracowałem, choć wyniki numeryczne nie do końca były satysfakcjonujące. Referat wypadł dobrze i wzbudził zainteresowanie. Po wystąpieniu Profesor pogratulował mi, ale zaraz powiedział: Wie pan, w tym sformułowaniu dla brzegu podpartego znalazłem błąd ale nie mówiłem przed referatem, żeby pana nie speszyć. Ucieszyłem się podwójnie – raz, ponieważ moje pierwsze wystąpienie w języku angielskim wypadło dobrze, drugi raz, że znalazł się błąd, którego od kilku miesięcy poszukiwałem, głównie w oprogramowaniu. Poprawne sformułowanie znalazłem już następnego dnia. To charakterystyczne: często uświadomienie sobie błędu jest znacznie trudniejsze niż rozwiązanie zagadnienia, gdy się wie gdzie błąd tkwi.

     W r. 1981, już po doktoracie, uzyskałem stypendium British Council i do dyspozycji dostałem kwotę 160 funtów miesięcznie na okres trzech miesięcy. Nie było to wiele, ale dawało wybór dowolnej placówki naukowej w Wielkiej Brytanii. Wybrałem University College of Swansea, gdzie silny ośrodek badań nad metodą elementów skończonych prowadził profesor Olgierd Zienkiewicz.

     Pobyt w Swansea miał istotnie zaważyć na całym moim dalszym rozwoju naukowym. Jednak nawet po przyznaniu stypendium i akceptacji profesora Zienkiewicza, nie był on dla mnie oczywisty. W r. 1982 przeżywałem okres trudności w życiu osobistym i byłem bliski rezygnacji z wyjazdu. Profesor zaprosił mnie wówczas do siebie do domu i ciepło porozmawiał o moich problemach. Odbyliśmy kilka takich rozmów i Profesor przekonał mnie, że warto spróbować. Ostatecznie wyjazd przesunął się o pół roku i w styczniu 1983 zjawiłem się w gabinecie profesora Zienkiewicza.

     Bardzo miło wspominam wizytę profesora Życzkowskiego w Swansea. Swój wykład w UCS rozpoczął on powiązaniami Walii i Polski. Napisał na tablicy „Wales” i dopisał „a”. Wszyscy się roześmiali, bo wówczas tak właśnie pisany Wałęsa był w Walii bardzo popularny.

     Po wykładzie profesor Zienkiewicz zaprosił nas do restauracji. Miał jednak jeszcze jakąś ważną sprawę więc zawiózł nas na miejsce i zasugerował żebyśmy coś zamówili, a on niedługo przyjedzie. Żeby zaczekać z obiadem zamówiliśmy z Profesorem butelkę dobrego czerwonego wina. Ponieważ jednak nieobecność się przedłużała a rozmowa z Profesorem była bardzo sympatyczna, butelka całkiem się opróżniła. Następną wypiliśmy już we trójkę przy obiedzie. Nie ukrywam, że czułem się tym spotkaniem zaszczycony, bo miałem wówczas 36 lat i dopiero rozpoczynałem poważniejsze działania naukowe.

     Kolejny okres mojej bliskiej współpracy z Profesorem to lata 1993 – 1996, w których byłem jego zastępcą ds. naukowo-badawczych. Profesor był już wówczas osłabiony chorobą ale wciąż z zaangażowaniem wypełniał swoje obowiązki. Starałem się odciążyć go w miarę swoich możliwości, ale wiele trudnych decyzji musiał podejmować sam Profesor, a był to okres bardzo trudny w życiu Uczelni. Pomimo kłopotów zdrowotnych Profesor kierował Instytutem aż do r. 1996, kiedy to przekazał jego prowadzenie w godne ręce profesora Józefa Nizioła.  

     Jeszcze na koniec drobne zdarzenie. W r. 1994 byłem zaproszony na wykład do Politechniki Lizbońskiej. Po wykładzie pojechaliśmy do Sintry i zwiedzaliśmy zamek w jej okolicy. Było to miejsce atrakcyjne, więc przed kasą z wejściówkami ustawiła się spora kolejka. W sąsiedztwie usłyszałem język polski. Ponieważ w tym czasie spotykało się Polaków za granicą stosunkowo rzadko, a już w takim miejscu prawdopodobieństwo usłyszenia polskiej mowy było znikome, zagadnąłem sąsiada. Od słowa do słowa doszliśmy do tego, że pracujemy obaj w podobnej dziedzinie – mechanice konstrukcji. Wtedy pochwaliłem się, że moim przełożonym jest profesor Michał Życzkowski. Jakież było moje zdziwienie, gdy kolejkowy sąsiad odrzekł, że Profesor był recenzentem jego pracy doktorskiej. Nie wiem, czy świat taki mały, czy Profesor był taki znany. Ale chyba i jedno i drugie. Zarówno wcześniej jak i później, na różnych konferencjach ludzie uśmiechali się życzliwie gdy podawałem nazwisko Profesora i zasypywali mnie wspomnieniami miłych z nim kontaktów.

 

     W osobie Profesora skupiło się wiele cech, które rzadko występują jednocześnie – niesłychana ruchliwość umysłu, nieprzeciętna pamięć i ogromna skrupulatność. Często człowiek, który skupi w sobie te cechy jest trudny we współżyciu. Profesor wprost przeciwnie - przy bliższym poznaniu okazywał się osobą niezmiernie miłą, życzliwą i opiekuńczą. Organizował wiele prywatnych spotkań ze swoimi podopiecznymi. Kilkakrotnie państwo Życzkowscy gościli w domu również moją osobę wraz z małżonką. Do legend przeszły tradycyjne „spotkania herbatkowe” z poszczególnymi zakładami Instytutu oraz majówki w Tyńcu, gdzie bawiliśmy się pełnym zespołem z całymi rodzinami.

    W kontaktach z pracownikami Profesor był grzeczny ale stanowczy. Potrafił osiągać cele zarówno swoje jak i swojego zespołu. Pozwoliło Mu to zbudować trwały, rozwijający się rozdział naukowy polskiej i światowej mechaniki. Może więc spokojnie, gdzieś z góry powiedzieć: Non omnis moriar … .

 

 

                                                                             Kraków, 10.11.2009.

 

Andrzej Piotr Zieliński

Kierownik Katedry Modelowania i Konstrukcji Maszyn,

Instytut Konstrukcji Maszyn,

Wydział Mechaniczny Politechniki Krakowskiej