ZENON WASZCZYSZYN

 

 

Mój doktorat u profesora Życzkowskiego

 

 

1. Uwagi wstępne

 

W roku 2007 opublikowałem w czasopiśmie Politechniki Krakowskiej moje wspomnienia: „Mistrz - moje spotkania z Profesorem Michałem Życzkowskim”, Nasza Politechnika, 3/2007. Użyłem słowa „Mistrz”, gdyż miałem szczęście spotkać największego uczonego, jaki dotychczas pojawił się na Politechnice Krakowskiej, z wiedzą i mądrością prawdziwego nauczyciela i człowieka. Terminem „spotkania” posłużyłem się, by zwrócić uwagę na trwałość kontaktów, opartych na chęci dzielenia się przez mistrza swoją wiedzą z uczniem, ale też - na perspektywę nawiązania przyjaźni. I rzeczywiście, tak się stało - spotkania trwały nieprzerwanie, od rozpoczęcia pracy nad moją rozprawą doktorską aż do odejścia Mistrza. W tytule tego artykułu piszę: „Profesor”. Dużą literę stosuję nie tylko ze względu wszystkie możliwe do osiągnięcia tytuły i stopnie naukowe jakie Profesor Życzkowski posiadał, ale też ze względu na jego etos służby nauce, prawdzie i ludziom.

Z radością przyjąłem propozycję napisania wspomnień związanych z okresem przygotowywania pracy doktorskiej pod opieką, a potem promotorstwem Profesora Życzkowskiego. Jak dla wszystkich młodych nauczycieli naukowo-dydaktycznych był to dla mnie bardzo ważny etap życia. Jego czas określiłem na osiem lat, od 1959 do 1967 roku, tyle zajęły mi bowiem przygotowanie do pracy naukowej, badania naukowe, pisanie i obrona rozprawy doktorskiej. W tym uwzględniłem również okres około dwóch lat, poświęconych na publikowanie wyników badań związanych z rozprawą i wysłanie do druku artykułów, inspirowanych jej tematyką.

W tych wspomnieniach pomijam szczegóły zawarte w „Naszej Politechnice”. Przyjąłem styl nieco bardziej „naukowy”, przytaczając krótko zakres opis prowadzonych prac i opublikowanych artykułów. W końcowym punkcie podaję też tytuły podręcznika i dwóch monografii Profesora, które inspirowały moje ważniejsze prace. Piszę też bardzo krótko, w tle naszych spotkań naukowych, o ważniejszych osobistych przeżyciach, przeplatających się z innymi formami mojej działalności, które Profesor zawsze akceptował - chociaż czasem z uzasadnianymi zastrzeżeniami.

Przyjąłem sposób pisania daleki od precyzji, której musi przestrzegać uczeń wobec mistrza. Zawsze, od samego początku naszych spotkań odczuwałem jego dużą życzliwość, która stanowiła podporę w pokonywaniu trudności i zachęcała do jak najlepszej pracy. I dlatego, przywołując wybrane wydarzenia, nie pomijam również elementów anegdotycznych, gdyż były one dotąd dobrze odbierane przez czytelników moich wspomnień.

 

2. Początek terminowania u Mistrza Życzkowskiego

 

Fascynacji młodym doktorem Życzkowskim, prowadzącym ćwiczenia audytoryjne z teorii sprężystości i plastyczności w zimowym semestrze roku akademickiego 1955/1956, uległem chyba jak większość moich kolegów ze specjalności Konstrukcje Budowlane na Wydziale Budownictwa Politechniki Krakowskiej. Na tle dobrze przygotowanych i przedstawianych wykładów profesora Janusza Walczaka ćwiczenia wyróżniały się błyskotliwością, tempem i świadczyły o kompetencjach naukowych młodego adiunkta.

Gdy po około dwóch latach powróciłem na Politechnikę Krakowską jako asystent w Katedrze Statyki Budowli i Wytrzymałości Materiałów, Janusz Orkisz, kolega z mojego roku, zachęcił mnie do uczestniczenia w słynnym już stałym Seminarium, prowadzonym wówczas jeszcze przez doktora, a wkrótce docenta Michała Życzkowskiego.

Na początku semestru letniego roku akademickiego 1959/1960 doktor Życzkowski zapowiedział, że przedstawi propozycje tematów rozpraw doktorskich. Niezadługo na tablicy napisał kilka, o ile dobrze pamiętam - około sześciu, tematów. Janusz Orkisz już wcześniej podjął pracę nad świetnym zagadnieniem zastosowania zastępczych przekrojów wielopunktowych do analizy belek sprężysto-plastycznych. Z listy tematów wybrałem jeden, intuicyjnie bardziej inżynierski: „Analiza belek ze skrępowaną przesuwnością podpór”. Chyba dzięki protekcji Janusza zostałem dołączony na czwartym miejscu listy doktorantów Michala Życzkowskiego (w skrócie zostałem „Numerem 4”, po „Numerze 1”- Januszu Orkiszu, „Numerze 2” - Miłoszu Wnuku, „Numerze 3” -. Dzidce Kordas).

No i rozpocząłem terminowanie u Mistrza Życzkowskiego, jak go wkrótce nazwałem. Szybko przyzwyczaiłem się do jego stylu pracy. Pierwszym sprawdzianem miało być przygotowanie referatu na Seminarium. Temat dotyczył podstaw teoretycznych i zastosowań całek eliptycznych w mechanice ciała stałego. Pod względem umiejętności matematyczne nie dorównywałem poziomem wielu uczestnikom Seminarium, ale w pełni zaufałem Mistrzowi. Wskazał mi literaturę w języku polskim i rosyjskim i zostawił na „głębokiej wodzie”! Nie ustaliliśmy żadnych terminów spotkań, bo mogłem stawiać pytania i mówić o trudnościach zawsze, kiedy Doktor miał tylko wolną chwilę, a nawet mogłem telefonować do niego prawie o każdej porze. Po referacie seminaryjnym kamień spadł mi z serca. Mogłem się już zająć się wybraną tematyką!

Była jeszcze jedna poważna przeszkoda - brak znajomości tak potrzebnego języka angielskiego. W tej sytuacji pomocna okazała się moja biegła znajomość języka rosyjskiego Jeśli zaś chodzi o moje wyobrażenia, że znam dobrze język polski to nieco później zostały one rozwiane przez profesora Zbigniew Kączkowskiego.

Okazało się, że temat seminaryjny ściśle łączył się z częścią przyszłej rozprawy doktorskiej. Na początku miałem uogólnić rozwiązania otrzymane w rozprawie doktorskiej mojego opiekuna, związanej ze skończonymi ugięciami i statecznością prętów o osi nierozciągliwej. Oprócz rozciągliwości osi wprowadziłem zmienną niezależną typu Lagrange’a, zastosowaną przez profesora Jacka Szarskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego do wyprowadzenia i analizy równania struny.

Na początku pracowałem w zasadzie wspólnie z moim przyszłym Promotorem. Wzorcowym był dla mnie jego bordowy zeszyt, w którym równym pismem i zielonym atramentem doktor Życzkowski wpisywał wyprowadzenia i analizowane przykłady. Na moje pytanie o możliwe błędy w zeszycie padła odpowiedź „Ale ja przecież wiem co chcę wyprowadzić, a ponadto to mam zasadę, że zawsze wyprowadzenia i obliczenia dwukrotnie powtarzam!”. To wtedy też zacząłem rozumieć piękno, jakie można ujawnić w pisaniu wzorów, jasności rysunków i wypowiadaniu końcowych konkluzji.

Zostałem też zobowiązany do przeglądania najpierw wskazanych, a potem wynikających z ich lektury dodatkowych czasopism i artykułów oraz spisywania uwag w zeszycie (za moim Mistrzem od tego czasu uznaję tylko czysty papier, bez linijek i kratek). Uwagi zalecono mi pisać w kolejności: dokładne dane bibliograficzne z numerami bibliotecznymi, abstrakt, ewentualnie wnioski końcowe. Jeśli czytana pozycja mogła być pożyteczna w mojej rozprawie to pisałem mądre uwagi typu: „Nic ciekawego”, „Interesujący algorytm”, „Chyba autor się pomylił, zapytać MŻ”, „To już było u Timoshenki!”.

Nieco później zostałem wprowadzony do ciągu postępowania: zrozumieć zjawisko lub podstawowy schemat algorytmu, sformułować model matematyczny, metodę analizy. Na wyższym poziomem zrozumienia znajdowało się pytanie: jeśli praca „pasuje” do mojej rozprawy to czy mogę sformułować prosty przykład lub rozwiązać problem za pomocą znanej mi metody? Takie postępowanie okazało się twórcze, tym bardziej że moje uwagi mogły być błyskawicznie weryfikowane przez niezawodnego opiekuna Życzkowskiego. W czasie krótkich spotkań wskazywał niespójność moich modeli, zbyt skomplikowane dowodzenie lub konieczność powtórzenia obliczeń.

Jak to w życiu, nic jednak nie szło gładko! Pierwsze tarcia o osobę mojego promotora opisałem we wcześniejszych wspomnieniach. Zdecydowałem się bez aprobaty profesora Tadeusza Kozłowskiego, kierownika Katedry SBiWM, pracować pod opieką wybranego przeze mnie naukowca (i to z innego wydziału!). Minęły dwa lata zanim profesor Kozłowski wyraził zgodę na promotorstwo docenta Życzkowskiego. Trochę punktów jednak zbierałem w Katedrze przez chodzenie na semestralny wykład z teorii sprężystości profesora Kozłowskiego i dwusemestralne wykłady ze statyki i dynamiki budowli doktora, a później docenta Romana Ciesielskiego. Na początku było to dość obciążające, bo wiele czasu musiałem też poświęcać na przygotowanie ćwiczeń audytoryjnych, zwłaszcza jeśli prowadziłem je pierwszy raz.

Pracę naukową łączyłem w naturalny sposób z obowiązkami projektanta konstrukcji stalowych, pracując na połówce etatu w Krakowskim Biurze Projektów Budownictwa Przemysłowego na ul. Wielopole 11 (pod kierunkiem wspaniałego inżyniera magistra Zbyszka Faix-Dąbrowskiego). Do tego dochodziła weekendowa praca w trzyosobowej firmie mojego ojca mgra inż. architekta Włodzimierza Waszczyszyna. Czwarty, najukochańszy etat wiązał się z moją narzeczoną Stefanią Niusią Ciubówną, studentką historii sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to jednak stosunkowo łatwe, bo w tym czasie mieszkała na ul. Wielopole 7, a więc tuż koło mojego Biura Projektów!

Wróćmy jednak do meritum! W tym czasie doktor Życzkowski wprowadzał do analizy metodę małego parametru i uogólnione (bo z niecałkowitymi potęgami) szeregi potęgowe. Była to metoda stosowana prze wielu jego doktorantów więc i ja musiałem ulec lokalnej modzie, gdyż po ukończeniu pracy nad uogólnianiem rozwiązań Mistrza próbowałem je analizować za pomocą szeregów potęgowych, co ująłem w kolejnym artykule. Pracowity rok 1960 kończyłem przygotowaniem materiału do druku dwóch artykułów. „Odbiór pracy” odbył się wiosną 1961 roku, gdy na spotkanie z już wtedy Docentem Życzkowskim przyniosłem rękopisy artykułów. Na ich stronach tytułowych umieściłem dwóch autorów w kolejności: M. Życzkowski, Z. Waszczyszyn. Po przeglądnięciu rękopisów Docent zamienił kolejność autorów w pierwszym artykule, który ukazał się w „Archiwum Mechaniki Stosowanej” (Z. Waszczyszyn and M.Życzkowski, Finite elastic deflections of a stretchable beam on immovable supports, Archiwum Mechaniki Stosowanej, Vol. 14, 1962). W drugim artykule, który ukazał się też w roku 1962 w czasopiśmie Rozprawy Inżynierskie, Mistrz kazał usunąć swoje nazwisko.

Nieuniknione było przeplatanie się i nakładanie różnych moich przeżyć. I tak, pierwszy mój referat na Konferencji Naukowej Zakładu Mechaniki Ośrodka Ciągłego ITTP PAN wygłosiłem w Olsztynie w sierpniu 1961 r. Pobyt na tej Konferencji musiałem jednak skrócić, bo odbywał się tuż po moim ślubie cywilnym z Niusią i tuż przed ślubem kościelnym. Bardzo trudny rok 1961 zamykałem egzaminem na pełne uprawnienia budowlane i zakończeniem pracy w Krakowskim Biurze Projektów na ulicy Wielopole.

 

3. Dwa trudne lata

 

Następny okres mojej pracy pod kierunkiem Mistrza Życzkowskiego pokrywał się w przybliżeniu z czterema semestrami lat akademickich 1961-1963. Po wakacjach w 1961 r. zwrócił on moją uwagę na metodę kolokacji wewnętrznej. Szybko połączyłem ją z aproksymacją brzegową l’Hermite’a. Takie podejście otworzyło drogę do uogólnienia modeli belek ze skrępowaną przesuwnością podpór oraz pozwoliło zbudować efektywne algorytmy ich analizy.

W kwietniu 1962 r. uczestniczyłem w znakomitym kursie szkoleniowym na temat teorii plastyczności w Jabłonnej. Głównym organizatorem kursu był profesor Antoni Sawczuk, z którym potem związałem moje dalsze losy. Rozszerzone materiały tego kursu zostały wydane przez w 1965 roku jako podstawowa, polska monografia z teorii plastyczności (W. Olszak, P. Perzyna i A. Sawczuk (red.), Teoria plastyczności, PWN, Warszawa). Rozdział IX tej monografii, nt. sprężysto-plastycznego skręcania prętów, napisał profesor Życzkowski, opierając się na swych wczesnych pracach i artykułach współpracowników, poświęconych złożonym obciążeniom przykładanym do prętów pryzmatycznych o kołowym i niekołowym przekroju (M. Życzkowski, 1954; S. Piechnik i M. Życzkowski, 1962; M. Wnuk, 1962).

W kwietniu 1962 r. profesor Kozłowski wyraził zgodę by promotorem mojej rozprawy doktorskiej był jeszcze docent, a niedługo potem profesor Życzkowski. Prace, już oficjalnie prowadzone nad rozprawą rozwijały się szybko i efektywnie. W tym roku ukazały się jeszcze dwa oryginalne artykuły w „Czasopiśmie Technicznym i w „Archiwum Inżynierii Lądowej, poprzedzone referatem na Konferencję Zakładu Mechaniki Ośrodków Ciągłych IPPT PAN w Krynicy.

Na wniosek Profesora, poparty bardzo życzliwie przez profesora Kozłowskiego, otrzymałem roczne stypendium doktorskie, a w semestrze letnim roku akademickiego 1962/1963 przyznano mi urlop na kończenie i pisanie rozprawy. Docelowo, jej obrona miała się odbyć jesienią 1963 r.

Oczywiście, nie dało się oddzielić pracy nad rozprawą od spraw osobistych. W listopadzie 1962 r. urodził się nasz syn Jarek, co wpłynęło na przyspieszenie prac nad naszym domem w Krakowie-Prądniku Czerwonym przy ul Żmudzkiej. Korzystając z otrzymanego urlopu rozpocząłem studiować fizykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po prawie automatycznym zaliczeniu I. roku zaliczyłem też semestr zimowy 1962/1963 lecz, niestety, kontynuowanie dodatkowych studiów okazało się niemożliwe - przede wszystkim ze względów rodzinnych ale i z powodu czasochłonnych laboratoriów.

Pod koniec 1962 roku poświęciłem wiele wysiłku uogólnieniu wyników, otrzymanych dla materiału sprężystego i ich opublikowaniu w tym roku wspólnie z Profesorem w czasopiśmie „Archiwum Mechaniki Stosowanej”. Kolejny artykuł pt. „Skończone ugięcia belek sprężysto-plastycznych przy uwzględnieniu rozciągliwości osi”, napisany wspólnie z Profesorem, został skierowany do specjalnego zeszytu „Czasopisma Technicznego”, przygotowywanego do druku z okazji Jubileuszu 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Niestety, z powodu opóźnień w drukowaniu artykuł ukazał się dopiero w roku 1965. Ale wcześniej, bo w roku 1963 ukazało się obszerne, bo dwunastostronicowe streszczenie w języku angielskim, zarekomendowane przez profesora Życzkowskiego członkowi PAN profesorowi Wacławowi Olszakowi do przedstawienia w „Biuletynie PAN”, (Z. Waszczyszyn and M. Życzkowski, Finite deflections of elastic-plastic beams, the stretchability of their axes taken into account, Bull. Acad. Polon. Sci., Ser. sci. techn., Vol. 11, 1963). Tak więc streszczenie ukazało się dwa lata wcześniej niż oryginalny artykuł!

Łączenie publikacji w języku polskim z angielskim streszczeniem w „Biuletynie PAN” miało na celu międzynarodową wymianę i było bardzo pożyteczne, na przykład w czasie konferencji naukowych, gdyż ułatwiało dyskusje również na temat naszych wyników. Taki sposób postępowania dotyczył przede wszystkim prac, które Profesor uznał za wyróżniające się, a więc godne rekomendowania do druku w „Biuletynie PAN”.

Wróćmy do głównego nurtu moich badań naukowych. Prace nad rozprawą doktorską były zaawansowane, zrezygnowałem ze studiów na UJ i wydawało mi się, ze mam dużo wolnego czasu. Postanowiłem zrobić mojemu Promotorowi „eine kleine Űberraschung” (tak, ze względu na świetną znajomość języka niemieckiego, jaka wyróżniała mojego Mistrza, nazwałem „małą niespodziankę”). Profesor Kozłowski z wielką radością wyraził zgodę na wykonanie w Laboratorium Katedry Statyki Budowli i Wytrzymałości Materiałów doświadczeń do mojej rozprawy. W jego przekonaniu doszło do „nawrócenia” i „powrotu syna marnotrawnego” na łono prawdziwej mechaniki inżynierskiej. Do pomocy dostałem technika, Mariana Marchewkę i nieocenione wsparcie kierownika Laboratorium, mgra inż. Mieczysława Pieronka. Z rozpędem ruszyliśmy do pracy w niewielkim pomieszczeniu w piwnicach budynku głównego PK. Okazało się, że dobrze wybraliśmy termin, bo właśnie kończył swoje doświadczenia doktorant Profesora Kozłowskiego, mgr inż. Romuald Świtka z Poznania.

Mniej więcej po miesiącu pracy zdecydowałem się powiedzieć Promotorowi o nowej części mojej rozprawy. To opóźnienie wynikło z informacji docierających z Wydziału Mechanicznego, że „Profesor Życzkowski jest prawdziwym teoretykiem i nie para się doświadczeniami”. Po mojej radosnej informacji Profesor chyba zbladł i dość słabym głosem oświadczył: „Ale Pan ma już gotową całą prace doktorską!”. Dopiero po kilku dniach mogłem go przyprowadzić do laboratoryjnej piwnicy i pokazać „stand” z prowizorycznie zamontowanym duraluminiowym modelem belki i kilkoma czujnikami pomiaru przemieszczeń. Jego zachowanie było imponujące! W milczeniu wysłuchał moich wyjaśnień i na końcu zwrócił uwagę na konieczność zwiększenia liczby punktów pomiarowych.

Po czterech miesiącach zakończyłem doświadczenia i opracowywanie wyników, a ich porównanie z przewidywaniami teoretycznymi włączyłem jako dodatkowy rozdział rozprawy. Weryfikacja doświadczalna potwierdziła jakościowo dość dobrze otrzymane wyniki teore-tyczne lecz dokładność pomiarów można było uznać chyba zaledwie za dostateczną.

W czerwcu 1963 r. Promotor poinformował Radę Wydziału Budownictwa Lądowego PK, że moja praca została zakończona i maszynopis będzie gotowy na początku września. Dzięki temu zostali wyznaczeni recenzenci i terminy egzaminów, a ja mogłem wkrótce napisać krótkie sprawozdania o terminowym wykonaniu zadań, określonych w podaniach o stypendium i urlop naukowy.

Na recenzentów rozprawy „Wpływ skrępowanej przesuwności podpór na pracę belek zginanych” zostali wybrani profesorowie Jacek Szarski (Uniwersytet Jagielloński), Zbigniew Kączkowski (Politechnika Warszawska) i Tadeusz Kozłowski (Politechnika Krakowska). Egzamin kierunkowy wiązał się z podstawami teorii sprężystości i plastyczności. Egzamin z ekonomii politycznej miał prowadzić profesor Wiktor Boniecki (Akademia Ekonomiczna w Krakowie).

 

4. Ostatnie przygotowania i obrona pracy

 

Wiele czasu zajęło mi przygotowywanie maszynopisu. Tekst pisała Wiesia Rychta, nowa sekretarka w Katedrze Statyki Budowli i Wytrzymałości Materiałów. Sam, ręcznie wpisywałem wzory, wykonywałem rysunki i wykresy. Przydała się moja praktyka w biurze projektów. Do recenzji zostały przygotowane ozalidowe kopie rozprawy.

Pracę nad maszynopisem łączyłem z przygotowaniami do egzaminów i ich zdawaniem. Egzamin kierunkowy zdawałem w obecności Promotora. Niestety, niewiele z tego egzaminu pamiętam. Musiał być chyba udany bo też nie pamiętam aby Mistrz miał jakieś zastrzeżenia do moich odpowiedzi.

Pozostały natomiast wspomnienia z egzaminu u profesora Bonieckiego, którego świetnie pamiętałem z jego barwnych wykładów na trzecim roku moich studiów, wtedy jeszcze na Wydziałach Politechnicznych Akademii Górniczo-Hutniczej. Dyskusja nad pytaniem o uzależnieniu krajów Trzeciego Świata od ekonomii kapitalistycznej świata zachodniego była krótka i merytoryczna. Prawdziwa dyskusja rozwinęła się natomiast na podstawie cienkiej książeczki dotyczącej tzw. Prawa Parkinsona, jaką miałem zadaną do przeczytania. Po mojej uwadze, że chodzi o nowe prawo natury, „które można jedynie obejść”, egzaminator i członkowie komisji ożywili się tak bardzo, że prawie nic już nie mogłem dodać. Moja relacja z tego egzaminu bardzo zainteresowała Profesora Życzkowskiego. Bardzo żałował, że nie mógł przybyć na ten egzamin. Oczywiście, wziął ode mnie książeczkę Parkinsona, żeby ja przeczytać.

Na początku roku akademickiego 1963/64 z Katedry Statyki Budowli i Wytrzymałości Materiałów odchodziła grupa profesora Ciesielskiego, aby utworzyć Katedrę Dynamiki Budowli na Wydziale Wodnym PK. Towarzyszyły temu wydarzeniu różne zmiany organizacyjne, które nieco opóźniły termin obrony mojej rozprawy. Spłynęły pozytywne recenzje i obrona mogła się odbyć 3. kwietnia 1964 r.

Jak zawsze główna uwaga skupiła się na recenzjach. Profesor Szarski krótko streścił rozprawę i stwierdził tylko, że autor umiał dobrze wybrać metody analizy poruszanych problemów i efektywnie je rozwiązał. Profesor Kozłowski napisał, że praca jest przyczynkiem naukowym, ale okazała się inspirująca dla autora w modyfikowaniu metod przybliżonej analizy. Oczywiście, spodobał się mu rozdział o doświadczeniach laboratoryjnych, pomimo małej dokładności pomiarów.

Najbardziej wnikliwa była recenzja profesora Kączkowskieg, który równo ocenił zalety i braki rozprawy. Z zaskoczeniem dowiedziałem się, że analizowałem III typ utraty statecz-ności, to jest przejście belki ze stanu giętnego w stan osiowego rozciągania. Nie zapomnę nigdy uwag profesora Kączkowskiego o dość niefrasobliwym posługiwaniu się przeze mnie językiem polskim. Obok standardowych uwag o konieczności rozróżnienia określeń „wielkość” i „wartość”, „liczba” i „ilość”, Profesor przytoczył też inne „kwiatki” jak np. „belkę się nie rozwiązuje - rozwiązać można krawat!”. Po tym, mój Promotor zadał sobie trochę trudu aby znaleźć w książkach znanych matematyków wymienne posługiwanie się określeniami „liczba” i „ilość”.

Już po obronie okazało się, że kilka moich prac było recenzowanych przez samego redaktora naczelnego Archiwum Inżynierii Lądowej, profesora Kączkowskiego. Po którejś z recenzji, w której nie brakło błyskotliwych i ciętych uwag z adnotacja „Patrz Szober, »Słownik poprawnej polszczyzny«, strona ta i ta”, kupiłem tę książkę i podczas jakiegoś spotkania konferencyjnego, przy obecności profesora Kączkowskiego, powiedziałem mu, że już używam słownika Szobera. W ten sposób zdobyłem uznanie wielkiego polskiego uczonego w zakresie mechaniki konstrukcji, i potem przyjaciela, który po wielu latach stwierdził, ze widać poprawę mojej polszczyzny.

 

5. Po obronie rozprawy

 

Rozprawę obroniłem z wyróżnieniem i w roku 1965 Minister Szkolnictwa Wyższego przyznał mi za nią nagrodę III stopnia. W tym czasie chyba wszystkie wyróżnione rozprawy doktorskie były tak nagradzane dlatego większą satysfakcję sprawiło mi, gdy w 1964 r. zdobyłem III nagrodę w ogólnopolskim konkursie prac doświadczalnych w mechanice, organizowanym przez Polskie Towarzystwo Mechaniki Teoretycznej i Stosowanej. Nagroda była około półtora raza wyższa od mojego uposażenia adiunkta Katedry Statyki Budowli i Wytrzymałości Materiałów.

Startowałem jako „Numer 4” z listy Profesora Życzkowskiego i tę pozycję utrzymałem w jego procesie „produkcyjnym”, według szablonu „co rok doktor” (1. był J. Orkisz w 1961 r., 2. - M. Wnuk w 1962 r., 3. była D. Kordas w 1963 r., a 4. doktorem, w 1964 r., byłem ja). Obrona została ukoronowana podczas „herbatki” poseminaryjnej powieszeniem mojego powiększonego zdjęcia oprawionego w brązową ramkę (złota przysługiwała habilitantom) w rzędzie zdjęć, znajdujących się na ścianie za biurkiem Mistrza, w Katedrze Mechaniki Technicznej Wydziału Mechanicznego PK.

Po krótkim odpoczynku rozpocząłem „okres porządkowania”, poświęcony publiko-waniu rozszerzonych wyników, które uzyskałem w badaniach opisanych w rozprawie doktorskiej. Chronologicznie, ukazały się prace w „Rozprawach Inżynierskich”, „Mechanice Teoretycznej i Stosowanej” i w „Acta Mechanica”. Zastosowałem zwyczaj wprowadzany przez Profesora, że streszczenia lub referaty na konferencjach związane z oryginalnym artykułem nie otrzymują nowego numeru lecz do numeru pozycji dodaje się litery a), b) itd. Takie podejście było bardzo dobrze przyjęte przez srogiego naczelnego redaktora AIL, profesora Z. Kączkowskiego.

Artykuł, dotyczący opisu i wyników doświadczeń laboratoryjnych, uzyskał nie tylko nagrodę PTMTS ale - jak wykrył Mistrz - jego obszerne streszczenie z „Biuletynu PAN”  było cytowane za granicą przez A.N. Sherbourne’a z Kanady.

Najlepszymi jednak publikacjami był chyba artykuł opublikowany wspólnie z Promotorem w „Czasopiśmie Technicznym”, wydanym w roku 1965 z okazji 600-lecia UJ (wcześniej opublikowany przez nas w języku angielskim w Bull. Acad. Polon. Sci., Sér. sci. techn., Vol. 11, 1963) oraz artykuł wydany w cenionym czasopiśmie Acta Mechanica, Vol. 3, 1967, w którym zastosowałem metodę zastępczych przekrojów wielopunktowych, rozwiniętą w rozprawie doktorskiej „Numeru 1” czyli Janusza Orkisza.

Ciekawy był mój powrót do metody uogólnionych szeregów potęgowych, rozwijanych przez Mistrza. Już w roku akademickim 1960/1961 profesor Kozłowski powierzył mi prowadzenie ćwiczeń audytoryjnych z teorii sprężystości i plastyczności, właśnie takich zajęć jak te, jakimi zafascynował mnie pięć lat wcześniej młody doktor Życzkowski! Oczywiście, opierałem się też na skrypcie W. Krzysia i M. Życzkowskiego (który został szybko wydany jako podręcznik Sprężystość i plastyczność - wybór zadań i przykładów, PWN, Warszawa 1962). Warto podkreślić, że jest on wykorzystywany do chwili obecnej jako jeden z najlepszych zbiorów przykładów na zajęciach z wytrzymałości materiałów oraz teorii sprężystości i plastyczności. Wśród analizowanych zadań było obliczanie wartości głównych tensorów naprężeń i odkształceń, a więc należało umieć rozwiązywać równania algebraicznego trzeciego stopnia. Moje spostrzeżenie w „okresie porządkowania”, że wzór Cardana w przypadku istnienia trzech pierwiastków rzeczywistych, można rozwinąć w szeregi uogólnione zainteresowało Profesora, tym bardziej że na Wydziale Budownictwa Lądowego w roku 1962 została obroniona gigantyczna, bo licząca 400 stron, rozprawa doktorska Henryka Góreckiego. Była ona poświęcona „praktycznym metodom rozwiązywania algebraicznych równań stopni wyższych i ich zastosowaniom w teorii konstrukcji”.

Powstały dwie publikacje, napisane wspólnie z Profesorem. W ten sposób zostałem współautorem artykułu „Wzory aproksymacyjne na pierwiastki rzeczywiste równania stopnia trzeciego”, Zastosowania Matematyki, Vol. 8, 1966, wydrukowanego w czasopiśmie matematycznym. Drugi artykuł opublikowany w „Czasopiśmie Technicznym” i w „Biuletynie PAN” zawierał zastosowanie wyprowadzonych wzorów przybliżonych do rozwiązywania zadań wziętych m. in. z podręcznika Krzysia – Życzkowskiego.

Spośród jedenastu oryginalnych artykułów, które powstały w pierwszym okresie moich spotkań z Mistrzem Życzkowskim aż siedem artykułów zostało zacytowanych w jego monografii Obciążenia złożone w teorii plastyczności, PWN, Warszawa 1973. Dodatkowe dwa cytowania wiązały się już z moim nowym etapem przygotowywania rozprawy habilitacyjnej. To było chyba dużo jak na owoce stworzone z inspiracji jednej rozprawy doktorskiej. Warto dodać, że porównywalne osiągi miał „Numery 1” (J. Orkisz - 8 cytowań), i „Numer 2” (M. Wnuk - 6 cytowań) z listy doktorantów Życzkowskiego

 

6. Zamiast zakończenia

 

Artykuł opublikowany w Acta Mecanica, przyjęty do druku w roku 1965 roku, uznałem za koniec etapu „porządkowania”, związanego głównie z tematyką zainspirowaną rozprawa doktorską. Mówiąc językiem monografii Profesora, prace te dotyczyły jednoosiowych stanów naprężeń na poziomie punktu.

W latach 1966-1967 napisałem jeszcze trzy późniejsze prace cytowane w monografii Profesora, nt. analizy skończonych ugięć łuków oraz kołowo-symetrycznych płyt i powłok sprężysto-plastycznych. Była to całkiem oczywista ekstrapolacja tematyki mojej rozprawy habilitacyjnej. W latach 70. ubiegłego wieku, te ostatnie prace zostały wykorzystane przez moich pierwszych doktorantów - Czesława Cichonia i Marysię Radwańską, a więc wnuków Mistrza Życzkowskiego.

W roku 1981 zostało opublikowane dzieło życia Profesora Życzkowskiego: Combined Loadings in the Theory of Plasticity, PWN - Polish Scientific Publishers, tj. znacznie rozszerzone, angielskojęzyczne wydanie polskiej monografii z roku 1972. Rozszerzona monografia jest świadectwem niewiarygodnej pracy i wiedzy Mistrza w dziedzinie teorii plastyczności. Wystarczy tylko powiedzieć, że jej bibliografia obejmuje ponad 3 tys. pozycji, i że są one nie tylko cytowane, ale też wiele z nich zostało omówionych bądź wykorzystanych w różnorodnych, twórczych rozwinięciach i uogólnieniach.

Monografia ta towarzyszyła mi podczas mojego pobytu w TU Delt, Holandia w roku 1987 i stanowiła podstawę moich wykładów dla studentów studium doktoranckiego. Przyjąłem w nich modele, klasyfikacje i opisy Mistrza w odniesieniu do hierarchicznie uporządkowanych poziomów analizy zagadnień teorii sprężysto-plastyczności.

Na początku roku 1966 Mistrz stwierdził, że moje pierwsze kroki w kierunku habilitacji są chyba właściwe i że w ciągu trzech lat powinienem ją obronić. To była uwaga na jego miarę, wyłożona we wzorcowym CV młodego uczonego. Wewnętrznie nie zgadzałem się z tymi sugestiami - i to nie tylko dlatego, że takie zadanie wydawało się być ponad moje siły. Była też inna przeszkoda. Zacząłem się coraz bardziej interesować komputerowymi metodami obliczeniowymi (warto dodać, że w latach 90. ta idea zmaterializowała się u Profesora jako międzywydziałowa specjalność „mechanika komputerowa”). I wtedy, w 1966 r., jak z nieba, na seminarium Profesora zjawił się profesor Antoni Sawczuk, którego poznałem cztery lata wcześniej bo w 1962 r. na słynnym kursie szkoleniowym w Jabłonnej. Po tej wizycie Mistrz Życzkowski stwierdził, że powinienem nawiązać kontakty z profesorem Sawczukiem w zakresie rysującej się rozprawy habilitacyjnej. Tak więc zostałem przekazany w ręce innego Mistrza, Profesora Sawczuka. To spotkanie dokładniej opisałem we wspomnieniach wydanych w roku 2007 w „Naszej Politechnice”.

Pomimo pozornego rozchodzenia się naszych dróg spotkania z Profesorem Życzkowskim dalej trwały dlatego, że obydwaj Mistrzowie, zarówno - Życzkowski jak też Sawczuk - byli ulepieni z tej samej gliny, którą nazwałbym w sensie uogólnionym Etosem Służby Nauce, Prawdzie i Ludziom. A ja muszę dodać, że były to coraz więcej znaczące dla mnie atrybuty ich postaw.

 

 

Prof.  Zenon Waszczyszyn

Kraków,  listopad, 2009 r.