Z Dziennika Polskiego dowiedziałem się o śmierci i o pogrzebie  i dlatego mogłem uczestniczyć w ostatniej drodze ś.p. Profesora Michała  Życzkowskiego.

 

            Minęło 41 lat od tego czasu jak miałem to szczęście słuchać wykładów i być zaproszonym do Jego mieszkania. Jako studenci Wydziału Mechanicznego mieliśmy wielkie uznanie dla wiedzy młodego wiekiem Profesora. Pan Profesor stale zapracowany znalazł czas dla studentów i po zakończeniu wykładów, przed czerwcową sesją w roku 1965 spotkał się z nami. Byłem jako przedstawiciel jednej z grup studentów, który uczestniczył w tym spotkaniu.

            Miało ono miejsce w mieszkaniu czteropiętrowego bloku przy ulicy Francesko Nullo, gdzie na neutralnym terenie miało się omówić przebieg zbliżającej się sesji. Pan Profesor przyjął nas bardzo serdecznie. Przebieg tego spotkania w mieszkaniu Pana Profesora wywarł na mnie bardzo wielkie wrażenie i to pamiętam do dziś. Pokój – gabinet z regałami na wszystkich ścianach pełnych książek z przygotowanym kolorowym poczęstunkiem na biurku w skromnym małym mieszkaniu.

            Pan Profesor najpierw przedstawił nam swoich wtedy dwóch synów, których imiona przypomniałem sobie z ogłoszenia o tej smutnej a nieuchronnej uroczystości. Zaspokojona ciekawość chłopców i popisy ich umiejętności przełamały nieco atmosferę tego spotkania. Dzieci nie przeszkadzały ,a my studenci mieliśmy w podobny sposób popisać się zdobytą wiedzą. Pan Profesor, podziwiany, młody, energiczny, budzący respekt na Politechnice – w swoim mieszkaniu udzielił nam sympatycznej lekcji obsługi przy tzw. ”szwedzkim stole”.

            Do szklanki wkłada się kostki lodu, nalewa się soku pomarańczowego (chyba z PEWEXU) i następnie dolewa wody gazowanej po ściance szklanki z syfonu delikatnie przyciskając dzwignię ,aby nie rozlać na kolegów. Do przyrządzanego napoju były kanapki i ciasteczka. Pan Profesor podzielił się z nami wrażeniami z niedawno odbytej podróży służbowej do Indii. Lot odbywał się nowoczesnym samolotem francuskim CARAVEL. Nowoczesność kontrastowała z trzecim światem na subkontynencie. Potem rozmawialiśmy o przebiegu studiów na Wydziale Mechanicznym. Spotkanie zakończyło się przedstawieniem wymogów co do przebiegu egzaminu dla sprawdzenia zdobytej wiedzy.

             Pan Profesor nie traktował egzaminu z Wytrzymałości II (plastyczności) jako najważniejszego na Politechnice, co się niekiedy zdarzało niektórym profesorom. Egzamin z Wytrzymałości II zaliczyłem na 4. Ukończyłem Politechnikę Krakowską broniąc dyplom 10 marca 1968 roku.

            Zgodnie z życzeniem wyrażonym przez Pana po uroczystości pogrzebowej-przesyłam to wspomnienie z Pana dzieciństwa o Świętej Pamięci Profesorze Michale Życzkowskim, o Człowieku jednym z  niewielu, który pozostaje w mej wdzięcznej pamięci.

 

 

Adam Turbak   

czerwiec 2006