MARIA SZMYD-DORMUS

 

Michał - jaki pozostał w mej pamięci?

            Przez długi okres znajomości z Teresą i Michałem utrzymywaliśmy bliskie i przyjacielskie kontakty. Gdy ich synowie: Adam i Karol i mój Marek byli małymi dziećmi mieszkaliśmy nawet w bliskim sąsiedztwie. Przy okazji rozmaitych bytności w domu Teresy i Michała widziałam, jak każde z nich potrafiło prowadzić tok swoich działań zawodowych, jak istniało między nimi poszanowanie odrębności zainteresowań i prac.

            Ale – wracam do głównego tematu mego wspomnienia. Michał – profesor Politechniki Krakowskiej, zaangażowany w swoją pracę naukową, zachował ciepłe rysy „człowieka rodzinnego”. Dotyczyło to i jego własnej rodziny, ale też wyrażało się we wzruszającym stosunku do Matki. Nieraz bywało – Teresa mówiła mi tłumacząc chwilową nieobecność Michała: „Michał właśnie dzwoni do Mamusi...” Ojciec już nie żył, Michał codziennie wieczorem dzwonił do starszej pani Życzkowskiej.

Takie ciepłe gesty, to nie tylko specjalność Michała zresztą. Byłam raz z nimi na małej wycieczce w Tatrach. Było to gdzieś na Kalatówkach. Przysiedliśmy na chwilę, by odpocząć. Teresa nazbierała poziomek i, szykując porcję dla Michała, wyjęła z plecaka cukier:„Bo Michał lubi poziomki z cukrem...” Rozbrajające!!! Ale czy nie marzyłby każdy mąż o takiej żonie?!

Żarty na bok; takie kultywowanie troski o drugich nawet w drobiazgach było cechą i Michała i Teresy. Odczułam to osobiście wiele razy. Pamiętam – w ostatnich latach byłam kiedyś zaproszona do nich na obiad. Siedzieliśmy potem rozmawiając. Michał zniknął na chwilę, wrócił z płytą z utworami Chopina nagraną przeze mnie, którą mu kiedyś ofiarowałam. Włączył adapter, słuchaliśmy nokturnu Chopina. Wyraźnie chciał mi zrobić przyjemność...

            Michał był zresztą melomanem, wyniósł te muzyczne zainteresowania z domu rodzinnego (ojciec Michała – prof. Józef Życzkowski – był dyrygentem, prowadził chór). Taki stosunek Michała do muzyki sprawił zapewne, że w programie Konferencji IV UTAM  Symposium, którą organizował, przewidział czas na mały koncert. Bardzo sobie cenię fakt, że zaproszona przez niego grałam dla tego godnego audytorium w Auli Collegium Novum UJ dnia 10.09.1990 r.

            Te moje wspomnienia tak urywkowe, to jak błyski flesza ukazujące szczegóły, które mówią o osobowości profesora Michała Życzkowskiego. Naukowiec, nauczyciel, człowiek znaczący w dziedzinie swej specjalności, ale włączony też w życie swojej rodziny i środowisko przyjaciół.

           

                   W mojej pamięci, to spokojny, życzliwy, przyjazny Michał.

 

 

Maria Szmyd–Dormus,

Kraków, 9.02.2008 r.